p.w. św. Jakuba w Sandomierzu
 

 

Aby nie zagubić się w gąszczu użytych pojęć i odniesień, proponuję na początku to lapidarium, czyli dwa słowa wstępu, które wyjaśnią ewentualne wątpliwości.

Dominikanie

Zakon Braci Kaznodziejów (Ordo Fratrum Praedicatorum) założony w Langwedocji przez św. Dominika Guzmána w celu zwalczania katarów i zatwierdzony przez papieża Honoriusza III w 1216 roku bullą Religiosam Vitam, obdarzającą zakon przywilejem egzempcji (żeńska gałąź jest o 10 lat starsza, powstała już w 1206 roku). W roku 1217 zakon liczył tylko kilkunastu braci skupionych wokół założyciela w jedynym klasztorze w Tuluzie. Po upływie zaledwie 4 lat dominikanów było już kilkuset, a klasztorów i domów zakonnych ponad 70. Pierwsza kapituła, która odbyła się w Bolonii, w 1220 roku, przyjęła konstytucje zakonu kaznodziejskiego.

Kluczem w regule dominikanów było całkowite ubóstwo. Drugi generał zakonu, błogosławiony Jordan z Saksonii, rozszerzył je nawet na budownictwo, gdzie obowiązywały ograniczenia dotyczące wysokości murów i konstrukcji sklepień w świątyniach. Zgodnie z zaleceniami Dominika nie wolno było nabywać własności, ani czerpać zysków. Tak oto powstało po raz pierwszy zgromadzenie, które miało utrzymywać się z żebractwa, a nie z pracy na roli i ignorowało nadania własności ziemskich. Conversatio inter pauperes - życie w ubóstwie i wśród ubogich było świadectwem wierności ewangelii. Jedyną własnością braci winny być księgi - narzędzia ich pracy kaznodziejskiej.

Życie zakonne, oparte na regule św. Augustyna, nie zamykało się tylko w domach i klasztorach dominikańskich. Bracia równie długo przebywali w swoich konwentach, co in via - w drodze. Mimo, że żyli w małych wspólnotach miejskich były one właściwie miejscem odpoczynku, do którego wracali po dniu wypełnionym głoszeniem prawd wiary, aby podzielić się wyżebranym pokarmem.

Jednak przede wszystkim klasztor był szkołą teologiczną, miejscem, w którym bracia wspólnie prowadzili studia, pracowali nad rozwojem inteligencji i doskonalili sztukę kaznodziejską pod opieką lektora. Dwa główne konwenty dominikanów znajdowały się w Bolonii i Paryżu - największych ówczesnych ośrodkach uniwersyteckich.

Reguła nakazywała, aby każdy z zakonników własnoręcznie przepisał i zawsze nosił przy sobie trzy księgi: Pismo Święte, "Księgę Sentencji" Piotra Lombarda i "Historię" Piotra Comestora. Ich dewiza, to Mówić tylko z Bogiem lub o Bogu. Jednocześnie ta sama reguła głosiła wyraźnie: Nauk swych nie mają czerpać z pism pogańskich i filozoficznych (...) Niechaj nie zaznajamiają się wcale z naukami świeckimi ani nawet ze sztukami, które noszą nazwę wyzwolonych (...).

Stąd już tylko krok do powstania w 1231 roku rzymskiej inkwizycji, słynnego kościelnego trybunału dla obrony wiary. Stali się jej filarem, podobnie jak utworzonej prawie 250 lat później inkwizycji hiszpańskiej. Zakony mendykanckie, a w szczególności dominikanie, dostarczyli największej liczby inkwizytorów.
Choć czasy te stanowią czarną kartę w historii zakonu dominikanów, jednak jednoznacznie potępiająca ocena nie odda bardziej skomplikowanej prawdy. Trzeba wziąć pod uwagę historyczną rzeczywistość i społeczno-polityczne uwarunkowania epoki oraz podkreślić wyraźnie, że mentalność ludzi średniowiecza była inna, niż człowieka współczesnego. Poza tym herezja uważana była za bunt przeciw władzy (świeckiej) i przeciw religii, na której ta władza była oparta. Stanowiła zatem wykroczenie natury politycznej (zresztą już w IV w. herezję określano crimen laesae maiestatis - jako zbrodnię przeciwko majestatowi władcy - obrazę majestatu, zagrożoną karą śmierci, a na lokalne władze nałożono obowiązek inquisitio - wyszukiwania heretyków i prowadzenia śledztwa). Ogólnie rzecz biorąc inkwizytorzy nie stosowali ani bardziej wyrafinowanych tortur, niż stosowane w innych ówczesnych sądach, ani nie wydawali więcej wyroków śmierci, jednak zakorzeniona w wyobraźni pokoleń wizja płonących stosów, zaciskającej się garoty i napawająca przerażeniem chęć kontrolowania ludzkich umysłów, stworzyły demoniczną legendę.
W Polsce zasługi tego kaznodziejskiego zakonu w ewangelizacji społeczeństwa zdecydowanie przeważały nad postępowaniem inkwizycyjnym. Dominikanie, na czele ze św. Jackiem, wzięli jednak udział w wyprawie przeciw Prusom w szeregach braci-rycerzy z Zakonu Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie. Współpraca ta trwała do połowy XIII w. Potem górę wzięły sympatie propolskie, a Teutończycy zwrócili się do franciszkanów.

Gwoli rzetelności trzeba też dodać, że zakazy reguły, które dla jednych stanowiły tamę, innych skłaniały do szukania "furty" i zabiegania u kapituły generalnej zakonu o specjalne dyspensy umożliwiające pracę naukową, nieraz szeroko zakrojoną. Źródłem inspiracji była nie tylko pożyteczna dialektyka Arystotelesa, ale i dzieła całego panteonu antycznych myślicieli, również arabskich i żydowskich. Koronnym przykładem jest Albertus Magnus - dominikański święty Albert Wielki - wszechstronnie wykształcony, jeden z najbardziej znanych alchemików średniowiecza. Alchemiczne poszukiwania przypisuje się też św. Tomaszowi z Akwinu.

Choć jako zgromadzenie mendykanckie dominikanie przestrzegali ściśle ubóstwa indywidualnego, ogólnie surowa idea nie wytrzymała próby czasu i straciła swą ostrość - wkrótce stali się jednym z najbogatszych zakonów. W samym Sandomierzu posiadali dwa konwenty i liczne nadania i przywileje królewskie.

Najbardziej znanymi dominikanami byli, obok twórcy zakonu, Doktorzy Kościoła: św. Albert Wielki (ok. 1193 - 1280) filozof, teolog, astronom, przyrodnik, autorytet w dziedzinie alchemii, dziś patron studiujących nauki przyrodnicze i jego uczeń, św. Tomasz z Akwinu (ok. 1225 - 1274) filozof i teolog, który opowiedział w nowy niezwykły sposób całą naukę o Bogu i stworzeniu; nie można też nie wspomnieć o Jakubie da Voragine (1230 - ok.1278), autorze "Złotej Legendy", Tomaszu de Torquemada (1420 - 1498) hiszpańskim Wielkim Inkwizytorze i Michele Ghislierim (1504 - 1572), późniejszym papieżu i świętym Piusie V, który ustanowił święto Matki Boskiej Różańcowej.

Polscy dominikanie

Historia polskich dominikanów sięga czasów założyciela zgromadzenia. Dynamiczny rozwój zakonu braci kaznodziejów skłonił ok. 1218 (1219) roku biskupa krakowskiego Iwo Odrowąża do wysłania na studia do Italii dwóch swoich bratanków: Jacka (kanonika katedry wawelskiej) i Czesława (kanonika kolegiaty sandomierskiej) oraz Henryka Morawczyka. Żył jeszcze wówczas św. Dominik Guzmán. Ci po rocznym nowicjacie przy rzymskim kościele św. Sabiny, powrócili do kraju i w 1223 roku założyli w Krakowie, na ul. Grodzkiej, przy kościele św. Trójcy pierwszy polski konwent dominikanów. Trzy lub cztery lata później dominikanie, z Jackiem Odrowążem na czele, osiedlają się przy parafialnym kościele św. Jakuba w Sandomierzu (choć zdaniem niektórych badaczy w ogóle obecność św. Jacka w Sandomierzu jest tylko hipotetyczna, ale jak wspomnieliśmy na wstępie - w tym mieście prawda nieustannie przeplata się z legendą). Celem powstania konwentu była praca misyjna poza naszymi wschodnimi granicami.

Polska narodowość pierwszych dominikanów, wobec cudzoziemskiego pochodzenia cystersów i benedyktynów, szybko przyciągnęła wielu kandydatów do zakonnego nowicjatu, tak, że w 1228 roku na posiedzeniu kapituły w Paryżu, mistrz generalny zakonu - Jordan z Saksonii, do ośmiu już istniejących dominikańskich prowincji, przyłączył dziewiątą - polską, obejmującą również Czechy i Morawy.

Jak wspominaliśmy, członkowie zakonu dbali o poziom swojego wykształcenia. Wśród nich na wzmiankę zasługuje przeor sandomierskiego konwentu, Marcin Strzębski herbu Boduła z Opawy, znany jako Marcin Polak (...). W XIII wieku jedna (...) z najznakomitszych naszych postaci. Człowiek ogromnej nauki, dziejopis, prawnik i teolog. Potem swoją wiedzą służył jednak głównie trzem papieżom, był spowiednikiem Mikołaja III i, na polecenie Klemensa IV, autorem kroniki Papieżów i Cesarzów rzymskich, doprowadzonej do lat mu współczesnych i uzupełnionej o historię czterech monarchii starożytnych: babilońskiej, kartagińskiej, macedońskiej i rzymskiej, co czyni z niego bodaj jedynego dziejopisa powszechnego w tych czasach. Również w matrykułach pierwszej polskiej wyższej uczelni - Akademii Krakowskiej polscy dominikanie stanowili znaczną część słuchaczy. Jan Długosz nie omieszkał też wspomnieć o pożarze krakowskiego klasztoru w 1463 roku, wywołanym w trakcie alchemicznych eksperymentów prowadzonych przez braci kaznodziejów, następców Alberta Wielkiego.

Św. Jacek Odrowąż (ok. 1183 - 1257) jego życie okrywa legenda, przekazana przez XIV wiecznego hagiografa i wiele wątpliwości wyjaśnić można tylko w przybliżeniu. Jaczko syn Eustachiusza brata Iwona i Beaty, urodzony na Opolszczyźnie, w Kamieńcu Śląskim (Kamieniu lub we wsi Łąka, jak podają inne źródła), kanonik katedry wawelskiej, dominikanin i misjonarz. Po studiach w Rzymie - gdzie zetknął się ze św. Dominikiem i podobno z jego rąk otrzymał swój dominikański habit - oraz w Bolonii, powrócił do Krakowa, by w 1222 lub 1223 roku założyć pierwszy polski konwent dominikanów przy kościele św. Trójcy (daty pobytu i studiów w Italii różnią się w zależności od źródła, jednak ogólnie zamykają się w latach 1218 - 1222, wiadomo, że w roku 1220 Jacek Odrowąż wstąpił do zakonu św. Dominika). Prowadził działalność misyjną na Rusi Kijowskiej (jemu przypisuje się nawrócenie na wiarę katolicką Włodzimierza Rurykowicza), Litwie i na terenach zamieszkałych przez Prusów. U schyłku życia ponownie znalazł się w Krakowie; tam też zmarł 15 sierpnia 1257 roku. Kanonizowany przez papieża Klemensa VIII 17 kwietnia 1594 roku. Jeden z najbardziej znanych polskich świętych.

O św. Jacku, na podstawie jego związków z Sandomierzem, można powiedzieć i to, że musiał mieć zacięcie ogrodnicze. Przypisuje mu się sprowadzenie do Polski orzechów włoskich, które tu, w Sandomierzu, wydają owoce niezwykłych rozmiarów i do dziś nazywane są nieodmiennie "jackami", a także posadzenie pięknych lip wzdłuż drogi obok kościoła św. Jakuba, które to drzewa swe niezwykłe kształty zawdzięczają temu, iż zostały zasadzone korzeniami ku górze i tylko dzięki modlitwie tego świątobliwego męża tak pięknie się przyjęły i rosną w dobrym zdrowiu do dziś (z wyjątkiem pierwszej lipy z lewej strony wejścia, która nie przetrwała II wojny światowej i rośnie tam jej następczyni). Być może uczynił to wzorem św. Dominika, który w Rzymie, na Awentynie, koło kościoła św. Sabiny, posadził do dziś pokazywane drzewo pomarańczy - rośliny magicznej, czasem identyfikowanej zamiennie z jabłkiem i granatem jako Drzewo Życia. Rośliną magiczną jest również lipa. W średniowiecznej Europie drzewo to było pod ochroną i obowiązywał zakaz jego ścinania, jako rośliny miododajnej i dobroczynnej, niosącej w swym słodkim zapachu ulgę i radość temu, kto miał szczęście znaleźć się w jej pobliżu.

Bł. Czesław Odrowąż (ok. 1175 - 1242) kanonik kolegiaty sandomierskiej, doktor teologii i obojga prawa, dominikanin, misjonarz i patron Wrocławia, gdzie założył klasztor pod wezwaniem św. Wojciecha. Kierował misjami dominikańskimi na Rusi i w Prusach. W 1241 roku, wg legendy, miał modlitwą uratować Wrocław od zniszczenia przez Tatarów. Pozostaje nam jedynie ubolewać, iż nie było go w tym czasie w Sandomierzu, pustoszonym przez pierwszy najazd mongolski.

Sztuka romańska

W tym znaczeniu termin romańska zastosowano po raz pierwszy dopiero w XIX w. Odnosił się przede wszystkim do sztuki sakralnej, rozpowszechnionej w wieku XI. Ówczesne romańskie budowle sakralne wznoszono w formie krzyża łacińskiego, zorientowanego na Jerozolimę. Światło skupione na prezbiterium kierowało spojrzenia wiernych ku ołtarzowi (i tworzyło iluzję, że im bliżej Boga tym jaśniej). W krypcie częstokroć spoczywał święty patron kościoła. Sklepienie bywało kamienne lub drewniane. Portale mogły mieć formę bogato rzeźbionego tympanonu (sceny sakralne) lub zdobione były figurami geometrycznymi, czy przedstawiającymi kwiaty i zwierzęta, podobnie kolumny wspierające sklepienie. Ściany i sklepienia nawy, prezbiterium, a nawet kryptę zdobiła polichromia.

Św. Jakub Starszy (zw. też Większym) - wg Nowego Testamentu jeden z 12 apostołów. Syn Zebedeusza i Salome, starszy brat Jana Ewangelisty. Rybak znad jeziora Genezareth. Należał do trzech najbardziej zaufanych uczniów Chrystusa. Patron pielgrzymów i misjonarzy. Na początku IX w. pewien hiszpański pustelnik ujrzał gwiazdy na wzgórzu, które nazwano Compostela - "pole gwiazd" (wizję tę przypisuje się też biskupowi Teodomirowi w 772 roku). Wkrótce potem znaleziono tu zakopany w ziemi ołtarz z ludzkimi kośćmi, które wg legendy należały do św. Jakuba (hiszp. Sant Iago) i zostały przywiezione z Egiptu, po jego męczeńskiej śmierci w roku 42 z rąk Heroda Agrypy.

Niemal całą Hiszpanią władali wtedy Arabowie. Odkąd król Ramiro rozgłosił, że święty w cudowny sposób zjawił się u jego boku w bitwie pod Clavajo (w 844 roku) i zabił aż 60 tys. wyznawców Proroka, Jakub - Syn Gromu - uznany został za patrona chrześcijan walczących z muzułmanami. W miejscu grobu św. Jakuba w Santiago de Compostela już od 1078 roku stoi jedna z najpiękniejszych romańskich katedr - cel licznych pielgrzymek.