p.w. św. Jakuba w Sandomierzu
 

 

Jak to zwykle z Historią bywa, jedyne co o niej wiemy, to to, że niczego na pewno nie wiemy. Już bliski Sandomierzanom bł. Wincenty Kadłubek uważał, że nie należy zbyt purystycznie oddzielać prawdy historycznej od legendy i wprowadził to w czyn w swojej "Kronice Polaków". Za jego przykładem zacznijmy więc od legendarnej fundatorki kościoła.

Według XV wiecznego historyka, Jana Długosza i jego "Historiae Polonicae ...", ma nią być córka księcia krakowskiego Kazimierza Sprawiedliwego - Adelajda, która ufundowała dominikanom kościół św. Jakuba w ostatnim roku XII stulecia i po śmierci 11 lat później, została w nim pochowana: Adleida (...) monasterium Fratrum Praedicatorum sub titulo Sancti Jacobi in oppido Sandomiriensi fundat et erigit. Quae in virginitate Deo serviens, cum Anno Domini Millesimo ducentesimo undecimo Octava Decembris diem obiisset, in eodem monasterio sepulturam accepit. Świadectwem faktycznego istnienia tu grobu księżniczki Adelajdy jest gotycka płyta nagrobna, datowana na koniec XIV lub na XV w., przedstawiająca leżącą kobietę, z głową wspartą na poduszce i złożonymi do modlitwy rękoma, niegdyś wmurowana w posadzkę głównej nawy. Napis: hic iacet domicella adleais filia ducis kazimiri fundatrix is(t)ius conve(n)tus et obi(i)t anno domini mil(l)esimo C....(CXI) (poza nawiasami pisownia oryginalna) zdaje się potwierdzać słowa Długosza. Jednak uważny czytelnik zorientuje się, że nie mogła ona ufundować kościoła i klasztoru (monasterium, conventus) w czasie, kiedy św. Dominik nie powołał jeszcze nawet "swojego" zakonu i jeżeli była rzeczywiście fundatorką, to raczej pierwszej świątyni pod tym wezwaniem, na której fundamentach stanął "nasz" św. Jakub. Ale to też tylko hipoteza bez śladu dowodów. Sam dziejopis nie jest tu konsekwentny (por. H.P. II, s. 158 i L.B. III, s. 455).

Dodatkowe zamieszanie w tej kwestii mistrz Długosz wprowadza zapiskiem o roku 1226, przypisując z kolei ten sam czyn biskupowi Iwonowi Odrowążowi: (...) Ivo episcopus anno eodem secundum monasterium ordinis Praedicatorum, sub titulo beati Jacobi in Sandomiria erigit, et fratribus loco consignato, etiam ecclesiam, cellas et monasteri officinas fratribus construxit.

Być może ta niekonsekwencja Długosza wynika z kombinacji dość nieszczęśliwej interpretacji napisu na wspomnianej płycie nagrobnej oraz jego niekwestionowanej znajomości historii Zakonu Kaznodziejskiego w Polsce i stanowi ich chronologiczną wypadkową. Ale może też wskazywać na dość dowolne (lub łagodniej - intuicyjne) obchodzenie się naszego wybitnego historyka z datami (a nie byłby to w dwunastu księgach jego "Dziejów polskich..." odosobniony przypadek, również jeśli chodzi o geografię). W takim wypadku kościół, rzekomo wybudowany przez Adelajdę, w rzeczywistości mógł być dużo starszy, co sugerujemy przy jego opisie i co zdaje się potwierdzać sam Jan Długosz, wspominając w "Liber beneficiorum dioecesis Cracoviensis", iż (...) Yvo Cracoviensis episcopus anno Domini 1226 ecclesia parochiali Sancti Jacobi totius antiquae civitatis demolita et extincta (...) fratribus ordinis praedicatorum consignat - zniszczenia te właśnie wskazują na jego dużo wcześniejszą metrykę.

Na usprawiedliwienie Długosza można jedynie powiedzieć, iż gotycka płyta nagrobna, datowana jest dopiero na przełom XIV i XV wieku. Być może wykuta została w miejsce wcześniejszej, zniszczonej w czasie najazdów, czy pożaru, ale tekst na niej uwzględnia raczej przekazy tradycyjne, utrwalone w zbiorowej pamięci konwentu. Nie jest też wolna od błędów i nieoznaczonych kontrakcji, a błędy, te dotyczyć mogą również daty śmierci (przypuszczalnie doskonale czytelnej w czasach Długosza).

Do naszych czasów płyta zachowała się w stanie dalekim od ideału, jest pęknięta w połowie i niezbyt pieczołowicie połączona, a napis zatarty i zniekształcony, w tym przede wszystkim data śmierci, z której czytelne jest jedynie oznaczenie roku tysięcznego. Dziś historycy zgodnie uważają, że chodzi raczej o zmarłą w 1291 roku (MCCXCI) Adelajdę, córkę Kazimierza, księcia kujawsko-łęczyckiego, która prawdopodobnie (cóż jest pewnego w tej historii?) była rzeczywistą benefaktorką kościoła i klasztoru i ufundowała jego część. Była poza tym dominikanką. Ponieważ jednak nasze rozważania dotyczą kościoła Zakonu Kaznodziejskiego, nie niepokójmy już dłużej obu księżniczek i pozwólmy Adelajdom spocząć błogo w tradycji sandomierskich dominikanów.

Istotne bowiem jest jedynie to, że wszystkie znane średniowieczne kościoły sandomierskie (więc i św. Jakub) powstały z fundacji książęcej, a patronat tej świątyni należał do biskupa, gdyż dominikanie otrzymali ją za zgodą kapituły od biskupa Iwona.

Nie jest znana dokładna data pojawienia się o.o. dominikanów w Sandomierzu. Zgodnie z tradycją przyjmuje się, że przybyli tu już w 1226 roku - ustanawiając drugi konwent dominikański w Polsce. Potwierdzałaby to lista fundacji dominikańskich Bernarda Gui, z której wynika, że bracia objęli dawny kościół św. Jakuba i rozpoczęli budowę klasztoru równocześnie z fundacjami w Kamieniu i Wrocławiu.

Sama budowa postępowała etapowo. Zaczęto od rozebrania stojącego już na tym miejscu kościoła parafialnego i, w części na jego fundamentach, wykorzystując pozyskany materiał, rozpoczęto budowę nowej świątyni. Na początku powstała zapewne zakrystia i prezbiterium, następnie korpus kościoła i przylegające do zakrystii, wschodnie skrzydło klasztoru (z piwnicą na jednym filarze). Do dziś zdobi je pod okapem fryz z charakterystycznym dla romańskiego stylu motywem czworoliści. Badania archeologów potwierdziły, że sam kościół wznoszono co najmniej w dwóch fazach - odkryto różnice w wykonaniu fundamentów pod północnymi i południowymi filarami międzynawowymi, mają one też różną wysokość. Około połowy XIII w. powstało południowe skrzydło klasztoru (jako budynek wolnostojący), a w XIV w. zachodnie, w tym obecne pomieszczenie kaplicy św. Jacka. Mniej więcej w tym samym czasie wzniesiono: dzwonnicę i pomieszczenie późniejszej kaplicy św. Walentego (obecnie Matki Bożej Różańcowej). Budowę kompleksu przerywały kolejne najazdy tatarskie w 1241, 1259/1260 i 1287 roku, a także litewskie i ruskie. Ostatecznie dopiero w XVII w. zamknął się cały czworobok, łącząc wszystkie zabudowania klasztorne wirydarzem z krużgankami. W tym czasie dobudowano też kaplicę męczenników.

Trzeba to wyraźnie powiedzieć: obecny wygląd kościoła św. Jakuba nie daje nam pełnego pojęcia o tym, jak ta budowla wyglądała w wieku XIII i jest jedynie kreacją (nienajgorszą) architekta Jarosława Wojciechowskiego, stworzoną na fali mody na reromanizację i regotyzację świątyń, jaka zapanowała na przełomie XIX/XX w. - ucieleśnieniem jego własnej wizji stylu późnoromańskiego. Na szczęście żadne przebudowy nie naruszyły, lub naruszyły tylko nieznacznie, wspaniały północny portal. Nosi on wszakże ślady edukacyjnej działalności Izabeli ks. Czartoryskiej, która w ramach zachowania kultury narodu w okowach, ograbiła go z czterech cegieł, wywiezionych następnie przez nią do Puław (choć być może to również tylko XIX wieczna legenda - teraz podobno znajdują się w Ermitażu). Jednak wierzymy, iż to co widać obecnie, przypomina wyjściowy - XIII wieczny stan świątyni, z nielicznymi barokowymi ozdobnikami i składa się z: kościoła, dostawionej do niego od północy dzwonnicy i kaplicy Męczenników Sandomierskich, od południowego zachodu kaplicy św. Jacka oraz wschodniego skrzydła klasztoru. Najprawdopodobniej nie uległ zmianie układ filarów między nawami i okien wychodzących na południową stronę w nawach głównej i bocznej.

Do budowy kościoła i klasztoru dominikanie użyli cegły. Dla wyjaśnienia powodów zastosowania tego materiału jako zdecydowanie dominującego wypada nam podzielić zdanie Władysława Łuszczkiewicza i Wojciecha Gersona: (...) płaszczyzny, które zamieszkujemy nieobfitujące w dostateczną ilość materyału budowlanego kamiennego, zmuszają nas do zastąpienia braku wyrobami z gliny (...). O ile (...) użycie cegły do budowy jest dowodem z jednej strony braku na miejscu odpowiedniego kamienia, (...) z drugiej strony przyznać należy, że budowanie z cegły jest łatwiejszem i tańszem środkiem a prowadzącem prędzej do celu. Obrabianie ciosów, szczególniej gdy ich szukać trzeba w dalszej okolicy, wymaga i czasu i zdolnych rąk, gdy cegłę można robić na miejscu i przygotowywać zawczasu, bezwzględnie na charakter budynku. Ponadto (...) niepożytą trwałością (...) polewana glina palona (...) wyrównywa kamieniowi piaskowemu, nad którym ma tę wyższość, że w formach wytłaczana, liczne a jednakowe daje kształty. (...) Ta właśnie trwałość w połączeniu z możliwością nadawania polewie barw ożywiających i podnoszących wrażenie sprawiły, że w 1880 roku Łuszczkiewicz zachwycił się kościołem i wiodącym do niego portalem, któremu czas sześcio przeszło wiekowy nie ujął w niczem subtelności i czystości konturów, zda się, że to wczoraj zrobiono (...)

Sam kościół jest trójnawową, pozbawioną transeptu i narteksu bazyliką romańską, z głębokim, zamkniętym na kształt prostokąta prezbiterium, orientowaną - co oznacza, że prezbiterium skierowane jest na wschód, w stronę Jerozolimy (z konieczności, z powodu ukształtowania terenu, jest to południowy-wschód). Nawę główną przykrywa drewniany strop. W nawach bocznych widoczna jest więźba dachowa. Niegdyś były one polichromowane. Różni to nasz kościół od dominikańskich budowli we Włoszech, gdzie otwartej konstrukcji dachowej w ogóle nie przykrywał strop, ale cóż - to nie ten klimat. Prezbiterium, krótsze zaledwie o 3 metry od nawy głównej, ma obecnie kolebkowo-krzyżowe, trójprzęsłowe sklepienie z lunetami i późnorenesansową bogatą dekoracją stiukową (sandomierska odmiana typu lubelsko-kaliskiego), w ornamentach kapiteli przyściennych filarów motywy palm - to świątynia męczenników. Jednak w czasie prac konserwatorskich znaleziono tam, widoczne dzisiaj, ślady po belkach, co sugeruje pokrycie, jak w nawie głównej (choć nie jest to dogmat). Nawy boczne od głównej oddzielają szerokie ostrołukowe arkady, wsparte na czterech filarach z każdej strony. Profilowane imposty i bazy wykonane są z piaskowca. Filary nawy południowej są wyższe o ok. 1 metr, co pozwala doświetlić ją lepiej oknom o północnej wystawie. Czwarta podpora (licząc od prezbiterium) w południowej nawie, ujawniła podczas prac konserwatorskich zatopioną w jej fundamencie, wspomnianą kamienną płytę z rytem miecza, pochodzącą jeszcze z przeddominikańskiej świątyni i być może stanowiącą nagrobną płytę rycerza-krzyżowca, uczestnika krucjaty księcia Henryka Sandomierskiego. To rzadkie odkrycie, do niedawna wyłącznie z terenów Księstwa Sandomierskiego. Trzy takie płyty znaleziono w opisywanym kościele i cztery w opactwie cystersów w Wąchocku, jedną na terenie dawnego cmentarza, obok północnego wejścia do kościoła św. Wacława w Radomiu i jedną w Strzelinie na Dolnym Śląsku. O innych tego typu znaleziskach na terenie Polski nic nie wiadomo. Natomiast na jednej z cegieł drugiego filara (licząc tak samo) widnieje wykonany gotycką majuskułą napis "IOHES", o nieznanej dotąd proweniencji (choć ta może być całkiem współczesna), który ciągle czeka na interpretację. Jest to kontrakcyjny skrót imienia Iohannes, o czym świadczy wyryty nad nim symbol oznaczający abrewiację. Podobny napis "Simon", na jednej z cegieł zachodniej fasady wąchockiego kościoła cystersów, uważany jest za sygnaturę budowniczego.

Konstytucyjną surowość tej ceglanej budowli łagodzi bogate zdobienie północnej ściany prezbiterium i korpusu kościoła, a przede wszystkim wspaniały, zachowany na przekór dziejowym burzom, XIII wieczny portal.
Dwadzieścia sześć okien w nawach zamykają łagodne, okrągłe, romańskie łuki. W oknach tych wszystkich od strony zewnętrznej (i wewnętrznej - przyp. K.L.), po nad arkadą zasklepienia występuje (...) pas równoodległy półkolisty (...) utworzony z płaskorzeźbionych i glazurowanych, jak nasze garki krakowskie ceglanych tafli. Pięć takich tafli z jednej formy odgniecionych, składa się na jednę taką półobręcz (...) - tak w opisie Łuszczkiewicza wyglądają kształtki z geometrycznym rytem, splecionymi pierścieniami oraz z motywem stylizowanych, antytetycznie ustawionych skrzydlatych smoków, oplątanych własnymi ogonami - stworzeń przedstawianych wówczas wcale często i będących jednym z wielu średniowiecznych symboli władcy, władzy i jej sakralnego charakteru (obok lwa, gryfa czy orła), a tu zapewne pełniących dodatkowo funkcję apotropaiczną. Zachowane oryginalne elementy zdobnicze można obejrzeć w szafie sali IV Muzeum Diecezjalnego; wykonane w XX wieku na zlecenie J. Wojciechowskiego kopie, dały smokom kacze głowy i pozbawiły zębów. Znajdują się tam również pominięte przy reromanizacji kształtki z motywem ptaków przy Drzewie Życia i XIII wieczne ceramiczne płytki z geometrycznym ornamentem, które mogły być segmentami większej kompozycji o charakterze dywanowym na posadzce kościoła. Część detali architektonicznych, zarówno oryginalnych, jak i XX wiecznych kopii, została też wyeksponowana w świętojakubskiej dzwonnicy.

Górną część elewacji prezbiterium zdobi fryz arkadkowy, zestawiony z dwóch przenikających się ciągów półkolistych arkad, powyżej widać też fryz zębaty (taki sam zdobi dzwonnicę). W górnej części ściany korpusu kościoła umieszczony został fryz z motywem plecionki kratowo-wstęgowej. Jego fragment przechowywany w zakrystii wskazuje, że pasy fryzów pierwotnie pokryte były szkliwem ceramicznym. Dolną część całej elewacji ozdobiono motywem plecionki falistej. Na wschodnich ścianach szczytowych budowli widać na fryzach czerwoną, ceglaną kratownicę.

Wirtualny spacer ulicą Staromiejską, przed kościołem p.w. św. Jakuba w Sandomierzu