p.w. św. Jakuba w Sandomierzu
 

 

Dźwigający piętno blisko ośmiu wieków kościół i klasztor św. Jakuba wiele razy znajdowały się na krawędzi ruiny. Opatrzność zachowała jednak tę niezwykłą świątynię do naszych czasów. Nie mam zamiaru nikogo zanudzać rozliczaniem kolejnych budowniczych i rekonstruktorów z każdej cegły i ograniczę się do istotniejszych zmian, które miały wpływ na ogólny wygląd kościoła i jego bryły na przestrzeni wieków.

Wiek XIV i XV

Rozwój Sandomierza w XIV i XV w. związany był ściśle z rozwojem handlu. Przyłączenie Rusi Halickiej do Korony zwiększyło znaczenie miasta, przez które przebiegał szlak tranzytowy w stronę Lwowa, a także w stronę Lublina i dalej na Litwę i Białoruś. Szlak wiślany prowadził do Gdańska. Sandomierz się bogaci i korzysta na tym poważnie zagrożony ruiną (najazd Litwinów w 1349 roku i pożar w 1374) kościół św. Jakuba, który w początkach XV w. zostaje pieczołowicie odrestaurowany. Z tego czasu pochodzi cegła - gmerk, z odciśniętym sztancą wizerunkiem Archanioła Michała z włócznią (przechowywana w szafie w Muzeum Diecezjalnym). A świadczy ona o udziale rzemieślników z Rusi, sprowadzonych prawdopodobnie przez króla Władysława Jagiełłę. Prace prowadzili tu również bracia dominikanie z Czech. Jeden z nich zostawił po sobie, znalezioną w 1907 roku w kaplicy Matki Bożej Różańcowej, pieśń - lament Ach tot sem smutny..., z którego wyraźnie wynika, że nie podzielał naszego zachwytu Sandomierzem (Muzeum Diecezjalne, sala II, gablota 1).

Wiek XVII

W XVII stuleciu kościół utracił swą romańską formę. W początkach wieku konieczna stała się kolejna restauracja - tym razem dokonano jej w duchu baroku. W 1631 roku kapituła zakonna zdecydowała przykryć wnętrze murowanym sklepieniem kolebkowo-krzyżowym, niższym niż pierwotny sufit. Do 1670 roku sklepienie świątyni pokryła dekoracja stiukowa o geometrycznych i roślinnych formach.

Z fundacji Teofila Szemberka (Schomberga) z Reichenbach (dzisiejszy Dzierżoniów) - generała artyleryi koronnej Zygmunta III Wazy, dobudowano (do 1606 r.) kaplicę Męczenników Sandomierskich, przebudowaną ok. 1642 roku przez jego syna Jacka - kasztelana kamienieckiego, z bogatą dekoracją stiukową z główek aniołków, girland owoców i rozwichrzonych chrząstkowych kartuszy. Wzorowana była na wawelskiej Kaplicy Zygmuntowskiej, z charakterystyczną kopułą zwieńczoną latarnią. Pod posadzką krypty, na głębokości ok. 2 m, spoczywają cztery trumny, być może niektóre ze szczątkami fundatorów.

W latach 1624 - 1673, w istniejącym już pomieszczeniu, powstała druga grobowa kaplica - Roszkowskich z Roszków, pod wezwaniem św. Walentego (w wykutej w ścianie prezbiterium niszy znaleziono wtedy dwie trupie głowy).

Usunięto z prezbiterium chór z organem i zmieniono, na dużo niższą, sygnaturkę (1642 r.). Zamurowano też część okien, a pozostałe utraciły wysmukły kształt romańskich łuków, w miejsce trzech oświetlających nawę od zachodu wybito jedno szerokie.

W 1676 roku kamień nagrobny Adelajdy (dotąd znajdujący się na środku nawy głównej) wmurowano w jeden z filarów, a szczątki księżnej umieszczono w dębowym sarkofagu w prezbiterium. Dostawiono 12 bocznych ołtarzy. Romańskie cegły pokrył tynk.

W pomieszczeniu dzisiejszej kaplicy św. Jacka biskup Mikołaj Oborski umieścił, obok jego relikwii, relikwie świętych Aleksandra, Faustyna i Prota. On też, po zakończeniu restauracji, poświęcił kościół w 1677 roku.

Przebudowa nie ominęła również klasztoru: wirydarz otoczyły krużganki, nadbudowano nad nimi kondygnację, dormitorium na piętrze zachowanego do dziś wschodniego skrzydła, dotąd wspólne, podzielono na osobne cele, ściany pokryła polichromia.

Wiek XVIII

W XVIII w. zespół klasztorny stopniowo popadał w ruinę. Sandomierz też nie miał się lepiej. Wojna Północna i związane z nią przemarsze i kwaterunki wojsk różnych nacji zubożyły miasto, pustoszyły je kolejne pożary, wyludniła zaraza. W drugiej połowie XVIII stulecia ks. Melchior Buliński doliczył się zaledwie 2062 mieszkańców (mniej niż u schyłku średniowiecza). Miasto przeżywało swój upadek.

Przeor konwentu dominikanów w Dzikowie - Bazyli Barski, napisał w końcu 1760 roku o kościele św. Jakuba: ściany, sklepienia i kaplice pełne są szczelin, posadzka z płyt kamiennych popękana. Fasada kościoła przy ołtarzu (...) od góry do dołu pęknięta tak od zewnątrz, jak od wewnątrz, iż można włożyć rękę w szczelinę. (...) ściany boczne pochylone na zewnątrz i wewnątrz (...) wszystkie ołtarze drewniane stoczone są przez robactwo i walą się ze starości. Bieżące remonty objęły w tym czasie posadzkę i, przede wszystkim, kaplicę Męczenników, w której stanął nowy ołtarz, ściany pokryła polichromia, a w kopule przebito okrągłe okna (1781 r.). Od zachodu nawę główną zamknął chór (1776 r.).

Wiek XIX

Rok 1864 przyniósł sandomierskim dominikanom kasatę klasztoru. Ukaz carski z 9 listopada rozwiązał większość zgromadzeń zakonnych w Królestwie Polskim, traktując to jako karę za udział duchowieństwa w powstaniu styczniowym. Nocą, pod eskortą przewieziono ich do klimontowskiego klasztoru dominikanów, przekształconego w tzw. klasztor etatowy (bez możliwości przyjmowania nowicjuszy).

Kościół św. Jakuba stał się filią parafii św. Pawła, a 640 letnia historia konwentu dominikańskiego w Sandomierzu dobiegła końca (choć, jak się później okazało, był to tylko antrakt).

Na Wzgórzu Świętojakubskim pozostał jedynie o. Tymoteusz Jaskólski, ponieważ jednak w bardzo zaniedbanych budynkach nie było warunków do mieszkania, pięć lat później i on dołączył do zakonników w Klimontowie. Jak pisze ks. Buliński: Kościół (...) i klasztor św. Jakóba w wielkiem opuszczeniu i zaniedbaniu zostawał, i prawie ruiną ostateczną zagrażał, nawet droga do miasta zimą była nieprzejezdna. Budynki stanowiły własność Magistratu Sandomierza, przeznaczył on więc na wykonanie najpilniejszej restauracyi ponad 6 tys. zł. Naprawiono za nie dach. W ciągu kilku wieków zasypany ziemią przeszło na dwa łokcie (ok. 120 cm - przyp. K.L.) odkopano aż do fundamentów, a tem samem piękną jego starożytną bramę odkryto (1874 r.). Odnowiono obie już istniejące kaplice: Męczenników Sandomierskich - własnym nakładem ks. Bulińskiego - przeniesiono do niej kamień nagrobny i dębowy sarkofag Adelajdy, a jej prochy do ufundowanej przez niego mosiężnej trumienki, wejście zamknęła kuta krata (1871 r.), miejsce św. Walentego w ołtarzu drugiej kaplicy zajęła Najświętsza Maryja Panna Różańcowa (1874 r.). Ostatecznie zaadaptowano też część zachodniego skrzydła klasztoru - legendarną celę św. Jacka, na kaplicę pod jego wezwaniem. Usunięto dach zasłaniający okna kościoła. Administrujący w latach 1875 - 1905 opuszczoną świątynią ks. Ludwik Roch Piotrowicz również starał się ją zabezpieczyć, z poświęceniem zdobywając fundusze na renowacje. Cały kościół przykryto blachą, ustawiono ogrodzenie, wykonano w nawie posadzkę z piaskowca kunowskiego i wiele innych prac remontowych, także w dzwonnicy. Niestety, w 1877 roku nad wejściem dobudowano neogotycki szczyt, a co gorsza sam portal pomalowano żółtą olejną farbą (sic!). Władysław Łuszczkiewicz nazwał to krótko - wandalizmem. Pożar, który wybuchł w 1905 roku, strawił ołtarz główny i część prezbiterium, dał jednak impuls do rozpoczęcia poważnych prac konserwatorskich.

Wiek XX - Reromanizacja

Z inicjatywy ks. Józefa Rokosznego, rektora kościoła w latach 1905 - 1915, rozpoczęto gruntowną restaurację (sam ksiądz zorganizował na ten cel zbiórkę pieniędzy). Pod nadzorem krakowskiego i warszawskiego Towarzystwa Opieki nad Zabytkami Przeszłości zaczęła się reromanizacja.

Marzenia o przywróceniu kościołowi św. Jakuba takiego wyglądu snuł już ks. Melchior Buliński. W jego "Monografiji ..." czytamy: (...) wiele jeszcze byłoby tu do zrobienia, i znacznych kosztów na to potrzeba, aby tę starożytną (...) świątynię do pierwotnego stanu można było przywrócić. Nad czem o ile możność nasza pozwala, czuwać nie przestawamy. Taki też cel przyświecał prowadzonym w 1880 roku pracom badawczym prof. Władysława Łuszczkiewicza: odszukać cały pierwotny organizm gmachu z pod późniejszych wandalizmów, wprowadzić w ten sposób rzetelny obraz pierwotnego piękna architektonicznego.
Zajął się tym w 1905 roku warszawski architekt Jarosław Wojciechowski, przy współpracy ojca - Konstantego i Stefana Szyllera (autora projektu restauracji katedry w Płocku).

Dokumentacja tych prac jest bardzo skąpa, zachowały się na szczęście fotografie wykonane przez ks. Rokosznego. Trudno dziś ocenić cały zakres restauracji z lat 1905 - 1909, mimo to historycy wytykają mnóstwo błędów. Wiadomo, że Jarosław Wojciechowski w czasie prowadzonych prac usunął z naw XVII wieczne barokowe elementy - w tym sklepienia (rak toczący organizm całej budowli), ostatecznie pozostawił jednak chór muzyczny z 1776 roku. Na zewnątrz i wewnątrz skuto barokowe tynki, odsłaniając ceglane lico. Konieczne stało się przemurowanie: fundamentu ścian obwodowych nawy i samych ścian - nieprzystosowanych do dźwigania ciężkiego barokowego sklepienia, szczytów i koron murów korpusu (odchylonych od pionu i w wielu miejscach rozszczepionych wewnątrz). Zabiegi te zniszczyły ich oryginalne lico i część pierwotnej ceglanej posadzki przy ścianie zachodniej. Wzmocniono popękane filary międzynawowe i uzupełniono brakujące kamienne elementy.

Starano się zrekonstruować romańskie otwory okienne i ich reliefową dekorację. W nawie południowej zidentyfikowano cztery okna, w związku z czym w północnej zrekonstruowano je symetrycznie (choć odkryte tam jedno okno pośrodku ściany między portalem a dzwonnicą, każe przypuszczać, że pierwotnie były po trzy z każdej strony wejścia). W zachodnim szczycie nawy głównej, wbrew opisom ks. Bulińskiego, zrekonstruowano dodatkowe, czwarte okno. Na elewacji ściany północnej, południowej i wschodniej zrekonstruowano glazurowane kształtki, fryzy i gzymsy (autentyczny jest arkadkowy i zębaty na ścianie prezbiterium). Portalowi przywrócono pierwotne, proste zwieńczenie (usunięto neogotycki szczyt), poddano go jednocześnie drastycznemu zabiegowi "renowacyjnemu", zdzierając drucianą szczotką pokrywającą go od 1877 roku olejną farbę. Niestety, zdrapano przy okazji średniowieczne ceramiczne szkliwo.

Wewnątrz kościoła zrekonstruowano reliefową dekorację okien, która wywołała wówczas i wywołuje do dziś wiele kontrowersji oraz wykonano nową więźbę dachową, w głównej nawie zasłaniając ją belkowym stropem. Skute jednak zostały tynki z gotycką polichromią, ślady rytych w cegle i malowanych na cienkim tynku geometrycznych wzorów oraz malowane epitafium z XIV w. W prezbiterium ujawniono za to piscynę i kamienny cios, odsłonięty na południowym półfilarze ściany z łukiem tęczowym, a wyznaczający granicę między etapami wznoszenia korpusu. Poza tym w klasztorze przeprowadzono niewielkie prace remontowe (po 1922 roku rozebrano ostatecznie zrujnowane budynki).

Zabiegi te nie pozwalają dziś na wyciąganie wniosków, co do pierwotnego wyglądu kościoła. Nawet część "romańskich cegieł" została wyprodukowana w XX w. na zlecenie Wojciechowskiego. Wszystkie, także najbardziej kontrowersyjne i krytykowane dokonania warszawskiego architekta, lepsze są niż miażdżąca opinia Władysława Łuszczkiewicza na temat barokowej przebudowy, sformułowana w XIX w.: Kościół św. Jakuba w Sandomierzu, zajmuje odrębne miejsce w szeregu naszych pomników romańszczyzny o tyle, o ile przechowały się w budowli tej ślady pierwotnej architektonicznej myśli, o ile wiek XVII nie zrównał jej z innemi (...) szatą swą zimną, banalną pokrywając pierwotny układ wnętrza. (...) To co pozostało nietkniętem przez wieki w kościelnym naszym gmachu, (...) nosi na sobie (...) wyraz piękna (...). Prof. Łuszczkiewicz nie znosił baroku, cenił tylko średniowiecze i z upodobaniem wyszukiwał architektoniczne pozostałości romańszczyzny i gotyku. Barok nazywał renesansem z okresu upadku, a wnętrza takie postrzegał jako bardzo zacienione, ubogie i bezwartościowe. Warto jednak odnotować inny głos: kościół nie spodobał się Władysławowi Reymontowi, który stwierdził, że odsłonięte cegły błyszczą się tam, jak na piecu.

W 1909 roku kościół poświęcono. W 1910 poświęcono kaplicę Matki Bożej Różańcowej, zaprojektowaną w duchu secesji przez Karola Frycza. Tak udało się wlać w sędziwe mury moc nową na nowe wieki istnienia (J. Wojciechowski).

Mimo legendarnych starań pułkownika Wasyla Skopenki, z II wojny światowej kościół św. Jakuba wyszedł poważnie uszkodzony, z pękniętą północną ścianą prezbiterium i uszkodzonym portalem. Kompleksowa restauracja kościoła zaczęła się dopiero w 1988 roku. Wcześniej, w latach siedemdziesiątych, zatwierdzono dokumentację badawczo-projektową, która zakładała przemurowanie zniszczonych ostrzałem artyleryjskim partii murów, przy użyciu starej cegły. Jednak przeprowadzono wtedy jedynie konserwację obrazów, ołtarzy i sarkofagu Adelajdy, wykonano niewielkie zabiegi w kaplicy Męczenników i św. Jacka.

Prace remontowe nabrały energii na początku lat dziewięćdziesiątych. Towarzyszyły im szeroko zakrojone badania historyków, archeologów i wielu innych specjalistów (łącznie z entomologami i mikrobiologami). Tym razem starano się zachować resztki nawarstwień stylowych. W samym klasztorze wykonano niewielkie prace remontowe. Przeciwnie w kościele, tam wymieniono więźbę dachową nad prezbiterium, pozostawiając świadka - jeden zakonserwowany wiązar storczykowej, XVII wiecznej więźby i belkę z napisem upamiętniającym pokrycie dachu blachą cynkową w 1894 roku (którą zresztą wymieniono na miedzianą). Podczas remontu sygnaturki znaleziono w niej metalową tubę z pamiątkami: monetami z XVIII i XIX w., dewocjonaliami i dokumentami, schowanymi tam w 1877 roku przez ks. Ludwika Piotrowicza i w 1930 roku przez ks. Adama Białeckiego. Aby tradycji stało się zadość, 18 czerwca 1991 roku dodano do nich monety współczesne, między innymi 1000 zł z wizerunkiem Jana Pawła II na rewersie i list rektora kościoła ks. Michała Spocińskiego, umieszczono w nowej tubie i ponownie złożono w sygnaturce. Wyremontowano też dzwonnicę i kaplicę św. Jacka. Przemurowano zwieńczenia ścian szczytowych i uzupełniono kratownice fryzu. Największe wyzwanie stanowiła jednak pęknięta ściana prezbiterium. Związano ją ściągami: poprzecznymi, przecinającymi sklepienie i wzdłużnym, wmurowanym w kanał wywiercony w północnej ścianie.

Wewnątrz kościoła oczyszczono ceglane lico ścian, pomalowano kaplicę Męczenników Sandomierskich i sklepienie prezbiterium. Wyszlifowano lub wymieniono posadzki - pod południowo-zachodnim filarem odkryto wtedy wczesnośredniowieczną nagrobną płytę z rytem miecza, pozostałe płyty nagrobne przeniesiono do lapidarium w krypcie pod kaplicą Męczenników, a w samej krypcie zrekonstruowano schody i posadzkę.

Stworzono też plan aranżacji wnętrz kościoła. Usunięto zaprojektowaną przez K. Frycza ambonę, zakonserwowano barokowe konfesjonały, część starych ławek zastąpiono nowymi wg koncepcji prof. Wiktora Zina, w prezbiterium stanął też zaprojektowany przez niego ołtarz. Nowe oświetlenie przybrało formę wczesnośredniowiecznych świeczników w kształcie korony. W prezbiterium i kaplicy Matki Bożej Różańcowej zakonserwowano witraże. Prace zakończono w 1992 roku stawiając nowe ogrodzenie. Tym samym świątynia została pieczołowicie zabezpieczona.

Na ten widok radowałoby się serce wielkiego admiratora i mecenasa kościoła św. Jakuba, ks. Melchiora Bulińskiego.
O pięknie i harmonii wnętrza świątyni tym razem zadecydowała poprawność proporcji - wielkie powierzchnie gładkich ścian rytmizowane są przez filary i stwarzają pożądaną, ogólną atmosferę surowego monumentalizmu. Wróciła zdyscyplinowana magia kubicznych brył.

Kościół został przygotowany na ponowne przyjęcie braci Zakonu Kaznodziejskiego. Powrócili oni do jednego z najstarszych w Polsce swoich konwentów 2 czerwca 2001 roku, po 137 latach, w liturgiczne wspomnienie Męczenników Sandomierskich, rozpoczynając tym samym nowy rozdział w dziejach sandomierskich dominikanów. Pierwszym przełożonym domu zakonnego w XXI wieku został o. Andrzej Konopka.

Zobacz stronę internetową sandomierskich dominikanów.

 

 


 

"KOŚCIÓŁ ŚW. JAKUBA UTRZYMUJE SIĘ WYŁĄCZNIE
Z OFIAR WIERNYCH I ZWIEDZAJĄCYCH"

Warto, by o tym pamiętali również ci, którzy do złożenia datku potrzebują nieco bardziej wymiernej zachęty, gdyż już w 1478 roku jenerał dominikański Manswet de Perusia (...) przypuścił do uzyskania wszelkich łask i dobrodziejstw (...), tych wszystkich wiernych, którzyby w (...) dniu 31 stycznia (przyp. K.L.) kościół świętego Jakóba odwiedzili, i na jego restauracyę pewną kwotę pieniężną ofiarowali.

Tych, którym trudno byłoby wybrać się do Sandomierza w tym konkretnym zimowym dniu informujemy, że również Zbigniew Oleśnicki biskup krakowski kardynał, nadał sto dni odpustu dla tych, którzy przybywszy do kościoła św. Jakóba, odprawili spowiedź, Ciało Pańskie przyjęli i wznieśli gorące modły do Boga za pomyślność Królestwa Polskiego, a przytem jakąś kwotę pieniężną na fabryką kościoła złożyli. Dla dostąpienia tego odpustu, wyznaczone zostały następujące uroczystości: Narodzenia Pańskiego, - Obrzezania, - Trzech Króli, - dzień Wielkanocny, - Wniebowstąpienie Pańskie, - Zielone świątki, - świętej Trójcy, - Boże Ciało, - Narodzenie, Poczęcie, Nawiedzenie, Wniebowzięcie i Oczyszczenie Najświętszej Maryi Panny, - Podniesienie i Podwyższenie świętego Krzyża; uroczystości: świętych apostołów Piotra i Pawła, - Jakóba, - Bartłomieja, - Szymona i Judy, - Tomasza, - Andrzeja, Macieja, - Filipa i Jakóba, - Jana, - Mateusza, - Ewangelistów: Marka i Łukasza, oraz: Stanisława, Wojciecha, Stefana, Wawrzyńca, Marcina, Mikołaja, Grzegorza, Dominika; Agnieszki, Katarzyny, Małgorzaty, Doroty, Marii Magdaleny, Elżbiety, Jadwigi, Michała, Wszystkich świętych, i doroczna uroczystość poświęcenia tego kościoła.