Fr. M. Sobieszczański

KOŚCIÓŁ KSIĘŻY DOMINIKANÓW
POD WEZWANIEM ŚW. JAKUBA W SANDOMIERZU

"Tygodnik Illustrowany" R. II, 1860, nr 60, s. 567-568

Jest to najdawniejsza w tym starożytnym grodzie budowla, wznosząca się na zachód względem miasta, a szczególniej zamku, od którego głębokim parowem a raczej kotliną jest oddzieloną. Kościół ten przetrwał równie całkowity upadek pierwotnego miasta, jak i czasy świetności nowego; był świadkiem jak powstały i runęły najpiękniejsze Sandomierza gmachy, i dziś, jak ów starzec, którego towarzyszów młodości śmierć wcześniej zabierze, ogołocony ze wszystkiego co mu było współczesnem, w polu po za teraźniejszem miastem, wśród ogródków warzywnych wznosi się samotnie, niebielony i całkowicie mchem porosły. Sam widok tej świątyni, której czas i wojny nie dotknęły, mimowolnie przechodnia uczuciem poszanowania przenika.

Jakkolwiek są rozmaite podania o pierwotnem przeznaczeniu tego kościoła, który miał być kiedyś parafialnym, wszystkie jednak zgadzają się że powstał na początku XIII stulecia i że założycielką jego była księżniczka Adelaida, córka Kaźmirza Sprawiedliwego, a siostra panującego wówczas Leszka Białego, jak o tem przekonywa i znajdujący się tu jej nagrobek. Ponieważ zaś ta księżniczka umarła w r. 1211, a zakon dominikański dopiero w r. 1226 przez stolicę apostolską był zatwierdzony, oczywistą i więc jest rzeczą że przy tym kościele inny musiał być zakon, jak się domyślać można żeński, gdyż w nim wspomniona księżniczka, panną będąc, do końca życia swego mieszkała i tutaj pochowaną została.

Niewątpliwie pierwotny kościół nie musiał mieć teraźniejszej rozległości, gdyż Iwo herbu Odrowąż, biskup krakowski, osadzając w r. 1226 przy nim dominikanów, powiększył go znacznie, a nawet podobno i przebudował. Ztąd go niektórzy założycielem tej świątyni mianują, zwłaszcza gdy sprowadziwszy ów zakon, w dostateczne zaopatrzył go fundusze i piśmienną dał mu erekcyą. W całej też budowie kościoła widać ślady Iwonowskich czasów, widać pomysły tego samego artysty, który z polecenia zasłużonego krajowi i duchowieństwu pasterza inne jeszcze stawiał gmachy. Ta sama tutaj prostota w planie, ten sam stosunek w wymiarach, te same osobliwsze z cegieł w szachownice układane ozdoby, co i w kościele cysterskim w Mogile pod Krakowem, który także Iwonowi założenie swoje winien.

Wszakże kościół ten nie tyle jest znamienitym osobliwością budowy swojej, ile dochowaniem jej w stanie pierwotnym, nadewszystko zaś wspomnieniem zdarzeń, w których główną odgrywał rolę. W jego to murach przemieszkiwał pobożny Jacek Odrowąż, synowiec biskupa krakowskiego Iwona, jeden z najpierwszych członków kaznodziejskiego zakonu w Polsce, później w poczet świętych policzony. Tu w roku 1260 Tatarzy, przy powtórnym napadzie, najstraszniejszym ze wszystkich, o jakich dzieje ze drżeniem mówią, po zdradzie, która na śmierć wydała bohaterskiego Piotra Krempę, tutejszego starostę, i jego towarzyszów, najdzielniejszych obrońców grodu; gdy całe miasto, zawiedzione w szlachetnem zaufaniu, ogniem i mieczem wycięte zostało, tak iż krew płynęła strumieniami do Wisły: wtedy to czterdziestu dziewięciu zakonników zgromadzonych w tym kościele u stóp ołtarza, śpiewając hymn błagalny za braci, podobnież okrutnie byli zamordowani. Pod jego to sklepieniami ciała tylu niewinnych ofiar spoczywają, których śmierci męczeńskiej pamiątka uroczystym obchodem, przez Bonifacego VIII papieża w r. 1260 nadanym, uświęcona została. Nie dziw przeto że po tylu klęskach które kościół przetrwał, zaginęły wszystkie piśmienne dokumenta, a z niemi ślady początkowych jego dziejów.

Jakeśmy wyżej mówili, budowa tego kościoła nosi cechę początku XIII wieku. Cechę tę stanowi prostą ścianą zakończona część kapłańska, w której to ścianie dwa wielkie okna są wybite. Nawa, na trzy części rozdzielona sześcią filarami we dwa rzędy ustawionemi, ma krużganki znacznie niższe od środka; sklepienie na niej jest włoskie, jak widać ze stylu, w XVII wieku zaciągane. Wejście do kościoła jest tylko boczne; szczytowa ściana jest zupełnie zamurowaną. Wejście to przyozdabia brama, u góry kołowym opasana łukiem, ze ślicznie wytłaczanej, w różne fantastyczne wzory polewanej cegły wystawiona. Brama ta a raczej odrzwia, na pierwszy rzut oka wydają się złożone tylko z wysmukłych i w snopy związanych kolumn, które otacza ogromny łańcuch rzeźbiony; ale rozpatrzywszy się rozpoznać można przystrojone różne śliczne główki, w palmy, kwiaty, rozrzucone z owym brakiem symetryi, znamionującym bujny lecz mozolny styl ówczesnego smaku. Odrzwia te księżna Czartoryska starała się przed laty przenieść do zbioru starożytności w Puławach i dawała za nie 20 tysięcy złotych, przyrzekając nadto inne równie wspaniałe na to miejsce wystawić; ale szczęściem oparli się temu dominikanie, i bramę, chociaż już nieco nadwerężoną, przy swym kościele zachowali. Okna w ścianach nawy są owalno spłaszczone. Przy filarach ustawione ołtarze, których jest ośm, jako to po prawej stronie: Panny Maryi różańcowej, św. Piusa, Jezusa ukrzyżowanego, św. Maryi Magdaleny; po lewej: Imienia Jezus, św. Wincentego, św. Tadeusza, św. Tomasza z Akwinu. W wielkim ołtarzu mieści się obraz św. Jakuba, patrona kościoła. Trzy kaplice go zdobią: jedna z lewej strony, na samem złączeniu części kapłańskiej z nawą, w której mieści się obraz przedstawiający męczeństwo czterdziestu dziewięciu zakonników. Ma ona freski na ścianie prawej, wyobrażające ową rzeź dominikanów z ich przeorem Sadokiem, a na lewej śmierć księdza Augustyna Rogali mszę świętą odprawiającego, zadaną mu przez żołnierza w czasie wojny w dniu 6 kwietnia 1657 r. Naprzeciwko jest druga kaplica z ołtarzem św. Walentego. Trzecia zaś, ponieważ pierwotny klasztor rozciągał się od zachodu czyli od strony szczytowej kościoła i tu w najpierwszej zaraz celi mieszkał św. Jacek, cela ta po jego beatyfikacyi z kościołem została połączoną i obróconą na kaplice, w której się ołtarz tego świętego mieści. Jest to obszerny, kwadratowy pokój, z oknami tak wysoko umieszczonemi, że do nich bez drabiny dostać się niepodobna.

Z drugiej strony tejże samej szczytowej ściany wznosi się dzwonnica, prostym ale pięknym stylem z cegły murowana. Nie należy już ona do pierwotnych murów kościoła, lecz pod względem architektury, a mianowicie rysunku okien, więcej od niego jest charakterystyczną. W niej zawieszone są trzy dzwony, z których jednemu największemu blizko tysiąc lat istnienia naznaczają. Dzwon ten ma imię Demetryusz, napis zaś na nim uważano za grecki i przeczytano go nawet, (jak utrzymuje p. Chądzyński w opisie Sandomierza drukowanym w r. 1850) "Demetriusz r. 807 odlany". O pochodzeniu jego różne tu są podania, które i w druku powtórzone zostały. Jedni mówią że należał do pierwszego kościółka, który wystawili księża katoliccy za panowania Ziemowita I jeszcze przed wprowadzeniem chrześcijaństwa do całego kraju; drudzy, opierając się na ruskiej jego nazwie, mniemali że Bolesław Chrobry sprowadził go z wyprawy kijowskiej. Ztąd i ksiądz Michał Siejkowski, historyograf zakonu dominikańskiego, w dziele "Świątnica pańska" w r. 1743 wydanem, domyślał się, że kościół św. Jakuba z pierwotnego greckiego kościoła na łaciński był przemieniony. Nowsze atoli badania przekonały o mylności powyższych twierdzeń. Nie tylko bowiem w murach tej świątyni nic nie masz takiego, coby ją do wcześniejszych czasów nad Adelaidy odnosić kazało, ale nawet ów dzwon, który tyle domysłów nastręczył, ani jest tak dawnym, ani jakiekolwiek greckie napisy nosi na sobie. Jest on bowiem. z końca XIV wieku, sprawiony przez Jana przeora sandomierskiego klasztoru, oczem przekonywają łacińskie napisy, scholastycznemi głoskami w dwóch wierszach na nim się znajdujące, w tych słowach u góry: In nomine patris et filii et spiritus Sancti Amen. Noster reverendus Johannes prior Sandomiriensis Anno Domini MCCCLXXII. W połowie zaś wysokości dzwonu: Agnus dei, qui tollis peccata mundi miserere nobis. O rex gloria veni cum pace. Okazuje się zatem że ów dzwon ulany został w roku 1372, z rozkazu lub nakładem Jana przeora tutejszego, zkąd wniosek że i dzwonnica około tego samego czasu wzniesioną być musiała.

Kościół św. Jakuba wewnątrz jest ubogi, a w r. 1848 wybielony, stracił pozór starożytności. Dochował jednak kilka znakomitych pomników, między innemi grobowy kamień fundatorki, księżniczki Adelaidy. Jest to płaska, czworograniasta tablica, w której wklęsłym środku widać wyrobioną w płaskorzeźbie postać kobiecą w długiej sukni, ze złożonemi na piersiach rękoma; dokoła gotyckie głoski, ryte na kamieniu i czarną zacierane massą, następujący przedstawiają napis: Hic jacet Domicella Adelais, filia ducis Kazimiri, fundatrix istius conventus et obiit anno domini millesimo CCXI (1211). Podług zdania uczonego Kaźmirza Stronczyńskiego (Bibl. Warsz. na r. 1842 T. III str. 150) kamień ten umieszczony był pierwiastkowo w posadzce kościelnej, teraz atoli wmurowany poprzecznie w podstawę jednego filaru; ważnym on zaś jest nietylko dla swej odległej starożytności, ale oraz iż zastępuje niejako brak erekcyi tego kościoła. A przecież mało kto wie z miejscowych o tym nagrobku, pospolicie bowiem pokazują tu za grobowiec Adelaidy niezgrabnie z dębowego drzewa wyrobiony sarkofag, dzieło nierównie późniejszych wieków, z portretem wspomnionej księżniczki i długim napisem łacińskim i polskim, ułożonym w r. 1676 w tych słowach:

Jesus Maria
Epitaphium
adsis viator
Atleidis Domicellae prototypon
intuere
In medio ecclesiae sepultam venerare.
Haec principum sanguine alta
Casimiri ducis filia
Lesci principis soror
Vitae sanctitate altior
Signis et portentis ut veterum monumenta testantur
Alitissimae
fundatrici piissimae hic sacer
praedicatorum conventus lapideo
prius erecto tumulo
post
hostium feritate diruto
iterato
Gratitudinis ergo posuit
Monumentum
Anno Domini 1676.

Pod łacińskim napisem po polsku:
Nagrobek Atleidy Domicelle, Kazimierza wtórego córki. Leszka białego siostry, fundatorki kościoła tego, która świątobliwością życia i cudami słynąca. przy tym kościele mieszkała, tu pogrzebiona r. 1211 dnia 8 grudnia.

Zdaje się że powodem wystawienia tego drogiego grobowca, była zamierzana beatyfikacya Adelaidy. Zmarła bowiem in opinione sanctitatis, a grób jej cudami słynął. W tym celu przeniesiono podobno kości księżniczki do tego sarkofagu, żaden jednakże krok do Rzymu nie został uczyniony. Trudniej jednak wytłumaczyć sobie, dlaczego przytoczony wyżej łaciński napis obejmuje wzmiankę, że pierwotny kamienny grobowiec Adelaidy przez nieprzyjaciół został zniszczony, kiedy ten w całości dotąd się zachował. Innej temu przyczyny naznaczyć nie można, jak że po wyrżnięcia zakonników w roku 1260 nie prędko nowa zaludniła się osada, a w opuszczonym przez długi czas kościele, pamięć nawet grobu założycielki zginęła.

Do pomników gotyckich należą jeszcze dwa tutejsze grobowce: jeden Jana Ostroroga, zmarłego w r. 1427, drugi rodziny Słupeckich bez daty. Pierwszy jest kamienną, czworograniastą tablicą, w posadzce kościelnej umieszczoną, na niej w środku wyryty herb Nałęcz, a w koło napis: Hic jacet stenuus dominus Johannes d'Ostrorog, obiit anno domini MCCCCXXVII. Drugi pomnik stanowi płyt kamienny beznapisowy. Wpuszczonych jest w niego pięć z mosiądzu odlanych herbów, na okrągłych tarczach zgrabnie wyrobionych, z których środkowy, Rawicz, ma nad sobą ozdobnemi gotyckiemi głoskami wypisane: Heredes de Slupcza. W rogach tablicy u góry herby Leliwa i świnka, u dołu zaś Zadora i Grzymała. Pomnik ten pochodzić może z pierwszych lat wieku XVI, a złe jego zrozumienie także w błąd ks. Siejkowskiego wprowadziło. Inne grobowce są: Matyasza Boguckiego, rajcy Sandomierza, zm. 1535, Franciszka Popławskiego dziedzica na Mokrzy i Rzeczycy, tudzież synów jego z roku 1625, nakoniec jeden beznapisowy z XVI stulecia, który wyobraża leżącego w zbroi rycerza, w ręku trzymającego czekan i mającego przy boku miecz, a w nogach hełm. Pomnik ten, niezgrabnem dłutem z wapiennego wykuty kamienia, według podania ma przedstawiać Rafała Granowskiego marszałka wielkiego koronnego, hetmana i starostę sandomierskiego, jak chce Okolski, na co jednak żadnego nie masz dowodu; raczej to będzie nagrobek którego z Sieniawskich, co się także z Granowa pisali. Na innych pomnikach napisy tak zatarte, że teraz odczytać ich już niepodobna.

W ogólności kościół św. Jakuba, jako rzadki zabytek, tak ze względu dziejów sztuki, jako i starożytności w nim się znajdujących, zasługuje na troskliwą opiekę, o której wątpić nie można, przy znanej gorliwości teraźniejszego przeora, starającego się wszelkiemi siłami o jego podźwignienie i dobre utrzymanie.

Dokument ten jest częścią serwisu internetowego dominikańskiego kościoła św. Jakuba w Sandomierzu. Kliknij tutaj, aby przejść do strony głównej.